Śpiączka afrykańska – choroba tropikalna
Co roku z powodu śpiączki afrykańskiej giną w bólu i cierpieniu tysiące Afrykanów, których nie stać na jedyny skuteczny lek w ostatniej fazie choroby – melarsoprol.
Istnieją dwa rodzaje śpiączki afrykańskiej. Oba wywołuje należący do wiciowców pasożyt zwany Trypanosoma brucei. Podgatunek Trypanosoma brucei gambiense szerzy się wzdłuż rzek i jezior afrykańskich, wywołując przewlekłą postać śpiączki, zwaną także odmianą zachodnią. Terenem działania bardziej agresywnego „krewniaka” – Trypanosoma brucei rhodesiense- są sawanny i jeziora Afryki wschodniej oraz południowej (odmiana wschodnia śpiączki).
Charakterystyczną cechą tych dwóch podgatunków jest duża zmienność antygenowa. Pod tą nazwą kryje się dosyć perfidny mechanizm, za pomocą którego pasożyt „ucieka” przed atakiem naszej wewnętrznej „policji” – układu immunologicznego. Wiciowiec po prostu zmienia swoją „skórę”. Przeciwciała, które wytwarzamy, działają tylko na specyficzny rodzaj antygenu (mówimy, że pasują jak „klucz do zamka”). Tymczasem tutaj ten „zamek” jest co pewien czas inny, a my nie nadążamy z produkcją „kluczy”.
Nie leczona choroba kończy się po kilku miesiącach lub latach zgonem.
Niebezpieczna mucha
Przenosicielem Trypanosoma brucei jest sławna mucha tse-tse, należąca do rodzaju Glossina. Zasięg śpiączki afrykańskiej wiąże się ściśle z miejscem występowania tego owada, czyli z grubsza – między 15o szerokości geograficznej południowej i 15o szerokości północnej. Zwalczanie śpiączki (bardzo niedoskonałe) polega m.in. na walce z muchą tse-tse, zamieszkującą jeziora, rzeki, granice lasów i sawannę.
Wielki powrót
Na ból, cierpienie i zgony z powodu śpiączki afrykańskiej narażonych jest około 55 milionów ludzi w 36 krajach Afryki, z których większość należy do najbiedniejszych i najmniej rozwiniętych państw świata. Co roku rejestruje się średnio 25 tys. nowych przypadków choroby. Jednak naukowcy sądzą, że gdyby objąć nadzorem medycznym całą zagrożoną populację, to liczba ta zwiększyłaby się co najmniej 10-krotnie – do 250-300 tys.
Wydawało się już, że choroba trapiąca Czarny Kontynent od XIV w. zostanie pokonana albo przynajmniej ograniczona do pojedynczych przypadków. Wysiłek wielu ludzi sprawił, że zaczynało być to możliwe. Niestety, wycofanie się Europejczyków z Afryki w latach 60. i 70. załamało te nadzieje. Śpiączka afrykańska święci teraz swój tragiczny w skutkach powrót.
Od szankra do śpiączki
Mucha tse-tse odżywia się krwią ludzi i zwierząt. Przy ukłuciu przez zarażonego owada do naszej krwi dostaje się pasożyt, który rozmnaża się i ostatecznie przedostaje do prawie wszystkich narządów i tkanek. Po 1-4 tygodniach w przypadku odmiany wschodniej, a po kilku miesiącach w przypadku odmiany zachodniej pojawiają się objawy choroby.
We wczesnej fazie, tzw. miejscowej, w miejscu ukłucia powstaje kilkucentymetrowa zmiana zwana szankrem, który ustępuje samoistnie przed upływem miesiąca. Szankier ma postać guzka lub wrzodu.
Po kilku tygodniach wiciowce szybko się namnażają i zaczynają krążyć we krwi, docierając do różnych organów. Choroba przechodzi w drugą fazę – parazytemii (obecności i rozmnażania się pasożytów we krwi). W tym okresie rozwija się gorączka (często wysoka), pojawia się osłabienie, bóle głowy i stawów oraz świąd.
Wraz z postępem choroby organizm wyczerpuje swoje siły, układ obronny staje się coraz mniej wydolny. Objawy narastają, powiększają się węzły chłonne, pojawia się zapalenie mięśnia sercowego oraz nerek, niedokrwistość i inne zmiany we krwi, kobiety w ciąży ronią.
Charakterystyczną cechą jest to, że objawy występują rzutami, z okresowym „uciszeniem się”, które nazywamy remisją.
Końcową trzecią fazę rozwoju choroby stanowi postać neurologiczna. Właśnie od niej śpiączka wzięła swoją nazwę. Pasożyt, łamiąc ostatnie linie obrony, przechodzi do mózgu i rdzenia kręgowego. Jednym z pierwszych objawów tego stadium jest zmiana w zachowaniu – chory nie może się na niczym skoncentrować, staje się obojętny na różne bodźce, wszystkie czynności doprowadzają go do stanu wyczerpania i rozpaczy. Towarzyszą temu zaburzenia snu i bóle głowy. W dzień ogarnia chorego niewytłumaczona, wszechogarniająca senność, a w nocy wydaje się nadmiernie pobudzony.
Później jego zachowanie staje się zupełnie nieprzewidywalne: napady złości i agresywności przeplatają się z kompletną apatią i odrętwieniem, w której nawet otwarcie oczu wymaga nadludzkiego wysiłku. W końcu, w dużych cierpieniach dochodzi do śpiączki i zgonu.
Ta choroba wydaje się tak nienaturalna, a cierpienie tak wielkie, że wśród rdzennych mieszkańców Afryki panuje niewzruszone przekonanie o czarach jako jej jedynej przyczynie. Nawet rozmowa o tej chorobie i chorych jest zakazana.
Rozpoznanie
Mimo tego, że objawy w ostatniej fazie są dosyć charakterystyczne, to rozpoznanie każdego stadium śpiączki powinno się potwierdzić badaniami laboratoryjnymi. W tym celu należy wykorzystać wydzielinę z szankra, ewentualnie poprzez nakłucie trzeba pobrać szpik kostny lub materiał z powiększonych węzłów chłonnych. W późnej fazie jest nieodzowne zbadanie płynu mózgowo-rdzeniowego. Uzyskany materiał ocenia się pod mikroskopem, szukając poruszających się wiciowców, a później utrwala się go i barwi. Czasami próbuje się przenieść chorobę (w celach diagnostycznych) na myszy lub szczury. W warunkach afrykańskich staje się konieczne wynalezienie i zastosowanie prostszych i tańszych metod, za pomocą których wykrywa się drobną część pasożyta (jego antygeny).
Lek dla wybranych
Terapia jest niełatwa, a leki drogie i trudno dostępne dla biednych mieszkańców Afryki. W fazie parazytemii stosujemy suraminę lub eflornitynę, a w drugiej kolejności pentamidynę.
Lekiem stosowanym w późnej, neurologicznej fazie choroby jest głównie melarsoprol, wynaleziony w latach 20. naszego wieku, którego podstawowym składnikiem jest trujący arsen. Z tego powodu jego produkcja wzbudza protesty ekologów w Niemczech i we Francji, gdzie są zlokalizowane zakłady farmaceutyczne produkujące ten środek. Na dodatek produkcja jest bardzo kosztowna, co odbija się na jego cenie. Państwa afrykańskie są w większości zbyt biedne, aby pozwolić sobie na jego masowe sprowadzanie. Spotykają się z obojętnością organizacji międzynarodowych i państw Zachodu, które nie są skłonne do finansowania metod walki z chorobą nie występującą wśród ich mieszkańców.
Demagogiczne pytanie brzmi: czy mamy prawo zatruwać rzeki Niemiec i Francji, by ocalić Afrykanów?
Brak pomocy krajom afrykańskim to bardzo krótkowzroczna polityka. Historia epidemii wielokrotnie pokazała, że choroba, pierwotnie ograniczona do Afryki czy Azji, rozprzestrzeniała się na cały świat. Niedawny przykład AIDS świadczy o tym dobitnie. Tym bardziej że np. w Kongu śpiączka afrykańska jest przyczyną większej liczby zgonów niż zakażenie wirusem HIV.
Zapobieganie
O tym, że śpiączka afrykańska nie jest tylko chorobą Afrykanów, świadczy coraz większa liczba turystów, którzy wracają do swoich krajów zarażeni wiciowcem. Dodajmy, że odmiana wschodnia występuje w takich krajach jak Uganda, Kenia, Tanzania, Malawi, Etiopia, Zimbabwe i Botswana. Niektóre z tych państw są modne również wśród polskich turystów.
Odmianą zachodnią (o bardziej przewlekłym przebiegu) można zarazić się głównie w krajach położonych nad Zatoką Gwinejską. Dla ścisłości dodajmy jeszcze, że według WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) do państw o najwyższej częstości występowania śpiączki afrykańskiej należą: Angola, Kongo, Uganda i Sudan.
Niestety nie istnieje żadna szczepionka ani skuteczny w profilaktyce tej choroby lek, który moglibyśmy przyjmować w trakcie pobytu w „podejrzanych” rejonach. Co więc pozostaje? Według WHO należy nosić chroniące przez ukłuciami muchy tse-tse ubranie z długimi rękawami i nogawkami, do tego zrobione z grubego materiału (mucha przebije cienką tkaninę) i zabarwione na kolor oliwkowy (bardzo jasne lub bardzo ciemne kolory przyciągają muchy). Należy również stosować środki odstraszające owady (repelenty z deet ) i używać moskitier. Nie zaleca się jazdy odkrytymi samochodami typu jeep lub pickup.
W walkę z chorobą należy włożyć o wiele więcej wysiłku i, niestety, pieniędzy. Te ostatnie będą potrzebne na środki owadobójcze (insektycydy), niezbędne do wyeliminowania niebezpiecznej muchy tse-tse. Będzie też konieczny wspólny wysiłek organizacji międzynarodowych i firm farmaceutycznych skierowany na wynalezienie i wyprodukowanie tanich, skutecznych i bezpiecznych leków, czy też być może odpowiedniej szczepionki.
Na podstawie artykułu lek.Marcina Pustkowskiego
